#niemamiekkiejgry

Cześć! Pozdrawiam Was tak, jak robią to biegacze na trasie 🙂 Bo dziś będzie o mojej metamorfozie sportowej 😉 Może brzmi to dziwnie, ale tak właśnie to odczuwam, że przeszłam metamorfozę. Być może zastanawiacie się o czym mówię, skoro wyglądam od dłuższego czasu podobnie, wizualnie nic się nie zmieniło, nie zrzuciłam stu kilo i nie zmieniłam drastycznie koloru włosów. Już tłumaczę.

Jako nastolatka nigdy nie byłam fit, nie byłam członkiem drużyny siatkarskiej, na wuefie zawsze zgarniałam pały za skok przez kozła czy stanie na głowie. Kompletnie mnie to nie kręciło. Dobra byłam w biegach, bo urodzona zawziętość zawsze mi w tym pomagała. Ale na pewno nie fit sylwetka czy zacięcie do sportu. Nie przeszkadzało mi to. Rozmiar ciuchów się zgadzał, nigdy nie miałam większych problemów z nadwagą, więc nie czułam potrzeby by ćwiczyć.

Po urodzeniu dziecka trochę się zmieniło jeśli chodzi o ciało. Nie ma co się oszukiwać, że naturalnie nie wraca ono do formy i bez żadnego dodatkowego zaangażowania, będzie ok. Między bajki można włożyć gadanie, że po trzech miesiącach znów będziemy fit. Owszem! Energia, jaką się traci przy zajmowaniu się niemowlakiem, pochłania dużo kalorii, ba, ja w pewnym momencie miałam rozmiar 34 (mniej więcej po pół roku od narodzin Bruna).. i co z tego?! Wierzcie mi, że moje ciało dalekie było od ideału. I wtedy naprawdę zaczęłam to zauważać, ale pochłonięta opieką nad niemowlakiem, nie myślałam nawet o tym, żeby coś z tym zrobić, by ciuchach wyglądałam nieźle i jakoś wierzyłam w to, że wszystko samo wróci do normy. Nie wróciło.

Nie wierzcie w to, że będzie ok bez żadnego wkładu pracy z Waszej strony. Jak to się mówi, się gra, się ma. I dużo w tym prawdy. Po prostu trzeba zapieprzać.

Nie chce Wam się? Szukacie wymówki? A to boli głowa, a to alergia, a to okres. Wiadomo, zawsze coś się znajdzie. Ale mam dla Ciebie propozycję. Zrób sobie zdjęcie nago przed lustrem. Bez ściemy. Nie wciągaj brzucha, nie stawaj w cieniu. Ma być fair. Obejrzyj je. I odpowiedz sobie na pytanie. Czy ta dziewczyna ma fajne ciało? Czy to ciało może podobać się jej facetowi? Czy ta dziewczyna w tym ciele czuje się ok?

Ja zrobiłam właśnie taki test. Wynik był negatywny. Uznałam wtedy, że jestem fajną dziwczyną i chcę mieć fajne ciało. Nie chcę patrzeć na inne dziewczyny z zazdrością, że mogą nosić bez skrępowania krótkie spodenki, że kuse topy świetnie na nich leżą. Nie chcę widzieć u siebie pelikanów, pomarańczowej skórki i wiszących pośladków.

Jestem już chwilę po podjęciu decyzji, by zawalczyć o swoje dobre samopoczucie i fajne ciało. Czeka mnie jeszcze dużo pracy by dojść do wymarzonej formy, ale to, że uśmiecham się sama do siebie przed lustrem, jest już i tak ogromną nagrodą i motywacją do dalszej pracy.

To, co mogę Wam polecić, to zakup jakiegoś pięknego stroju do ćwiczeń. Takiego, który chciałybyście założyć, jak wymarzoną sukienkę. Zainwestujcie w niego, bo to pierwszy krok, by zachęcić siebie do wyjścia na trening.

A jaki powinien być ten trening? Jeśli nie masz wielkich aspiracji by stać się gwiazdą sportu, mieszkasz z dala od siłowni, to nie wymyślaj, że jesteś bez wyjścia. Masz kawałek lasu czy pola do biegania? A może kup skakankę i wyjdź przed dom? Mieszkasz w centrum miasta ale nie masz z kim zostawić dziecka? Kup gumę do ćwiczeń i odpal na YT ćwiczenia z gumą. To naprawdę działa cuda!

Krok 1 to po prostu: rusz się!

Krok 2: bądź systematyczna i nie odpuszczaj!

Krok 3: zobacz jak wiele radości przynosi Ci czas dla siebie i ruch

Krok 4 i wszystkie kolejne: myśl o sobie i ciesz się dzień, po dniu małymi sukcesamiJ

 

Działaj!

Outfit: Freddy Polska

 

A Ty co myślisz?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Brak komentarzy

Poprzednia
#ściema
#niemamiekkiejgry